niedziela, 16 sierpnia 2015

DIABELSCY RZECZNICY



Termin i urząd „advocatus diaboli” wprowadził papież Sykstus V w czasach kontrreformacji, aby żaden z pretendentów  do świętości, zaszczytnego tytułu nie otrzymał zbyt pochopnie. W praktyce oznaczało to, wyszukiwanie „haków” na kandydata, które mogły przyczynić się do tego, aby skrajnie egoistyczne postawy , bądź niskie pobudki nie zostały zakwalifikowane jako heroiczne działania. Zatem diabelscy adwokaci spełniali rolę  „filtrów”, mających zatrzymać wszelkie osady zła, przepuszczając  jedynie krystalicznie czystych kandydatów. Albo inaczej – ich zadaniem było doszukiwanie się  „diabelskości”,  w osobach, które były świętością w opinii maluczkich.


A że adwokaci, nawet ci diabelscy to tylko ludzie byli  przecież i dotykały  ich typowo ludzkie słabości, zatem nie tylko zdarzało się, że w ramach czyjejś polityki, przymykali oko na kanalie wynoszone na ołtarze, ale i potrafili latami blokować przydziały na należne aureole prawdziwie świętych ludzi.



Współczesna polityka, oparta na kształtowaniu poglądów za pomocą mediów , wypracowała całkiem nową przestrzeń dla działalności adwokatów diabła. Politykom służą media, mediom służą dziennikarze, którzy chętnie wcielają się w role piekielnych współpracowników, by siać wątpliwości i odsądzać od czci politycznych przeciwników swoich mocodawców. Regułą jest, że nie są to działania łatwe do rozszyfrowania, dla każdego, bo gdyby były łatwe, manipulacja społeczeństwem, by  nie przynosiła tak wymiernych korzyści, jak to miało miejsce w niedalekiej przeszłości i ma miejsce obecnie.



O sposobach w zarządzaniu umysłami mas za pomocą mediów pisał Noam Chomsky.  Opisuje on 10 głównych strategii, służących podporządkowaniu społeczeństw niezbyt obytych z najnowszymi zdobyczami  nauki w dziedzinach typu - psycholingwistyka, socjolingwistyka,  neurolingwistyka, neurobiologia, czy neuromarketing. Ten brak obycia sprawia, że przeciętny obywatel jest bezbronny wobec stosowanych manipulacji.  Warto przyjrzeć się bliżej chociaż kilku z 10  sposobów manipulacji według, Chomskyego.



 Pierwszy - odwróć uwagę: ”Opinia publiczna odwrócona od realnych problemów społecznych, zniewolona przez nieważne sprawy. Spraw, by społeczeństwo było zajęte, zajęte, zajęte, bez czasu na myślenie, wciąż na roli ze zwierzętami (cyt. tłum. za „Silent Weapons for Quiet Wars”)”. Siódmy - utrzymuj społeczeństwo w ignorancji i przeciętności:”Edukacja oferowana niższym klasom musi być na tyle uboga i przeciętna, na ile to możliwe, aby przepaść ignorancji pomiędzy niższymi a wyższymi klasami była dla niższych klas niezrozumiała (zob. Silent Weapons for Quiet War). Po zapoznaniu się z punktem siódmym, ławo zrozumieć punkt dziewiąty –zamień bunt na poczucie winy:” Pozwól, aby jednostki uwierzyły, że są jedynymi winnymi swoich niepowodzeń, a to przez niedostatek inteligencji, zdolności, starań. Tak więc zamiast buntować się przeciwko systemowi ekonomicznemu, jednostka będzie żyła w poczuciu dewaluacji własnej wartości, winy, co prowadzi do depresji, a ta do zahamowania działań. A bez działań nie ma rewolucji!”.



O obronie przed manipulacją medialną piszą w swojej książce ( „Co wpływa na dziennikarzy i na co mają wpływ dziennikarze”) Wojciech Warecki i Marek Warecki. Jest w niej test, w formie pytań  („Jak telewizja wpływa na twoje życie”), w którym kilka z nich zwróciło moją szczególną uwagę: „ Czy wiesz, że w telewizji jest nadreprezentacja (proporcjonalnie więcej, niż rzeczywiście występujących w społeczeństwie) osób dominujących i życzliwych?” , „Czy wiesz, że faktoidy (fakty prasowe) to inaczej mówiąc plotki?”,” Czy zdajesz sobie sprawę, że niektóre z osób, które przekazują komunikaty w mass mediach, robią to w sposób nie do końca uczciwy, erystyczny?”,” Czy wiesz, że ludzie, którzy mówią do Ciebie z ekranu telewizyjnego wcale nie muszą być ekspertami w sprawach, o których mówią?”,” Czy zdajesz sobie sprawę, że to, o czym i jak mówią w telewizji o danej sprawie, wcale nie oznacza, iż jest to pogląd słuszny i prawdziwy?”.


Sądząc z komentarzy zamieszczanych na internetowych forach, ale i z wypowiedzi wielu młodych ludzi w moim prywatnym otoczeniu , odnoszę wrażenie, że mimo przeszkód,  wzrasta świadomość polityczna społeczeństwa, które jest coraz bardziej odporne na manipulacje medialne. To dobry znak, zwłaszcza w perspektywie czekających nas jesiennych wyborów. Stawka jest duża - jak w przypadku zwolenników Kukiza. Przegłosowanie jednomandatowych okręgów wyborczych może oznaczać znaczne poparcie dla jego Ruchu Obywatelskiego, a to z kolei pozwoli przypuszczać, że zdobędzie on nawet większość konstytucyjną i będzie mógł w przyszłości dokonać znaczących zmian w państwie, które obejmą Konstytucję i Prawo. Nierealne? Otóż scenariusz taki jest na tyle realny, na ile zwiększa się medialna deprecjacja Kukiza i medialne sondażowe zapewnienia o „gigantycznym spadku” poparcia dla niego.



Sytuacja ta przypomina mi stary dowcip, jeszcze  z czasów Zimnej Wojny. – Oto prezydent USA, otrzymuje z NASA wiadomość: Panie Prezydencie , Ruscy malują księżyc na czerwono. Na co Prezydent odpowiada : Jak skończą lećcie tam z białą farbą i zróbcie napis Coca Cola.



Dlaczego, pomyślałam akurat o tym dowcipie? Ano dlatego, że media mogą sobie o Kukizie i jego Obywatelskim Ruchu pisać i mówić co chcą. Mogą urządzać sondaże jak niedawno Fakt : „Czy Paweł Kukiz powinien agitować na koncertach”- a następnie udostępniać wyniki, tychże, takie,  jakie tylko im do głowy przyjdą, czyli „malować księżyc na czerwono”, bo jesienią na tym tle pojawi się i tak czytelny przekaz. …Cookies :)
 

sobota, 1 sierpnia 2015

SZCZAW W SEZONIE OGÓRKOWYM




 Przechodząc kilka dni temu, ulicą zabudowaną starymi kamienicami przeżyłam szok. Za sprawą rewitalizacji starej części miasta, w wyniku rozbiórki zniknęły dwie z nich odsłaniając  skrywane dotąd  podwórka i wznoszące się nad nimi oficyny. Szokująco wpłynęła na mnie ta nieoczekiwana odsłona  nędzy, skrywana do tej pory przez malowniczo ulegające erozji  mury starych czynszówek, które wprawdzie czasy świetności miały dawno za sobą, ale z godnie  z założeniem ich projektantów i budowniczych, niegdyś miały przyciągać wzrok potencjalnych najemców i świadczyć o zamożności ich właścicieli. Co innego oficyny. One zamieszkiwane były onegdaj przez ubogich wyrobników na usługach wielmożnych państwa, będąc przestrzenią dla służby. Powojenne ustrojowe zmiany, sprawiły jedynie, że zmienili się  właściciele kamienic, na równie wielmożne Państwo, zaś biedota nadal zasiedlała podlejszą przestrzeń pokaźnych gmachów. I tak pozostało do dzisiaj, czasów post styropianowej rewolucji. Pogłębił się jedynie przez lata stopień degradacji budynków i dawną prostotę i skromność elewacji zastąpiła obskurność i smutek oraz przeraźliwie  krzycząca otworami okien  bieda.

Kontemplując ten przytłaczający widok, nagle zrozumiałam dlaczego, kilka lat temu ktoś powiedział mi, że ten kwartał, ale i podobne mu inne części  miasta najbardziej wyludniły się poprzez emigrację mieszkańców. Rzeczywiście,  część  szyb, niezamieszkałych od lat lokali pokryły  grube warstwy brudu, ale wiele okien nadal świadczyło o tym, że w głębi murów toczy się jakieś życie. W jednych wietrzyła się pościel, w innych na rozciągniętych sznurkach suszyły się ubrania, a w innych majaczyły postacie starych ludzi, których jedyną rozrywką w codziennej beznadziei bywa obserwacja podwórkowego życia.   „Żywe  obrazy” takich podwórek są zwykle te same : wychudzone i blade dzieci skaczące wokół trzepaka, kobiety o zmęczonych, szarych twarzach, objuczone zakupami z dyskontów, przemykające w wiecznym pośpiechu i grupki dyskutujących mężczyzn o czerwonych od najtańszego piwa twarzach. Oto on, pomyślałam. Oto świat  ludzi cierpiących w milczeniu z pensją 1500 zł brutto, do tej pory przysłonięty „rządową propagandą sukcesu szytą grubymi nićmi”.

 Taką myśl ( o rządowym szyciu) wyczytałam niedawno w rozmowie pomiędzy Grzegorzem Wysockim, a Janem Sową, pod jakże oddającym realia tytułem :” W Polsce już dzisiaj jest gorzej niż w Grecji”. Z rozmowy wypływało wiele ciekawych wniosków i prognoz, a jedna z nich ( o czym świadczą prezydenckie wybory) zaczęła  się ziszczać, bowiem nadszedł czas, w którym   uważani przez elity za głupich prekariusze  powiedzieli „kurwa dość”. To „dość” było na okoliczność majowych wyborów, bo ani chybi, na okoliczność  tych jesiennych ,  będzie pewnie bardziej „grubo” i klasyczny mieszkaniec  zrujnowanej oficyny będzie miał okazję powiedzieć - ” Właśnie kurwa, dość tego, dość uczonych gadek pajaców w garniturach, wypierdalać!”. Następne   odda swój głos, kompletnie się nie przejmując tym, że tacy jak on poniosą  „ekonomiczną konsekwencję politycznych wyborów, bo na giełdzie źle się dzieje”.  Giełda, to nie jest straszak na te konkretne warstwy oddalone od pozostałych, na całe dekady, tak jak polskie PKB od PKB Niemiec.

Rozwarstwienia w polskim społeczeństwie jakie są każdy widzi, ale nie każdy chce ich bezmiar przyjąć do wiadomości. Celują w tym zwłaszcza dyżurni redaktorzy ztabloizowanch mediów, które lata temu ze strażników demokracji zostały przerobione na tuby propagandowe na usługach  partii aktualnie rządzących. Owi dyżurni redaktorzy nie widzą  pogłębiających się w Polsce rozwarstwień społecznych i jak twierdzą nie będą ich widzieć dotąd,  dokąd nie zobaczą badań poczynionych na tę okoliczność.
Oznacza to, że dane GUS wykazujące, że aż  ponad pół miliona dzieci w Polsce jest niedożywionych, można sobie w przysłowiowe  buty wsadzić, bo z nich kompletnie nic dla systemowych dziennikarzy , ani elit władzy nie wynika. Podobnie jak w przeszłości, kiedy alarmujące dane pewnej Fundacji, o setkach tysięcy  niedożywionych  polskich dzieci polscy posłowie w legendarnej już audycji uznali zgodnie za „sufitologię”, rzecz niemożliwą. A już zwłaszcza w sezonie wiosenno letnim, który obfituje przecież w pełnowartościową żywność , porastającą bujnie kolejowe nasypy. Owa żywność, czyli szczaw pospolity obrasta nie tylko nasypy ale i obrasta w legendę. Nic dziwnego, że legendarny pokarm  stanowiący podstawę króliczego menu, zalecał znany z ekstrawagancji słownych Polityk skoro   inny Polityk mniej „wyrywny” i zdecydowanie bardziej wiarygodny,  nie tak dawno na łamach poczytnej gazety wyraził pogląd :”Polska była królikiem doświadczalnym, a doświadczenie się powiodło”. I dalej zastanawiał się czy ten model- niskich kosztów płacy i niskich podatków (dla przedsiębiorców)  można jeszcze pociągnąć?

Może by i można jeszcze eksperyment pociągnąć, ale kłopot w tym, że polskie króliki doświadczalne wycieńczone „ szczawiową  dietą” zaczęły  masowo  emigrować z Zielonej Wyspy, do obszarów, jeszcze bardziej zielonych, w których dostęp do bardziej urozmaiconego menu mają nawet szaraczki. A te, które pozostały mają dość .

Rzeczony Prezes Polityk (cały czas na tych samych gazetowych łamach) wyraził nawet swoje podszyte satysfakcją zdziwienie :   „To niebywałe, jak się nam udało wyjść z tego cywilizacyjnego zapóźnienia po 300 latach”.

 Istotnie, to niebywałe!  Szkoda tylko, że ceną tego „udanego wyjścia” jest głodne dzieciństwo setek tysięcy polskich dzieci i  ich słabszy rozwój na płaszczyznach fizycznej i psychicznej. Ceną udanego eksperymentu  na polskich „królikach”, będzie  niższa inteligencja ich potomstwa słabsze przyswajaniem wiedzy i w konsekwencji  gorszy  poziom wykształcenia. Z niedożywionych  dzieci  wyrosną  dorośli, którzy nie będą produktywni i nie przyczynią się do gospodarczego wzrostu.

Jest jednak jest cień szansy dla przyszłych pokoleń na  wyeliminowanie zaciskającej pas biedy, pod warunkiem, że  ludzi spod znaku gospodarczych eksperymentów zastąpią  ludzie spod znaku gospodarczych cudów. Wirtschaftswunder ,  po polsku i po ludzku.

 

 

 

wtorek, 14 lipca 2015

ŚWIŃSKI NUMER



Dwa dni temu fora internetowe przeżywały lekkie wstrząsy. Jedni trzęśli się ze śmiechu, a inni z oburzenia po incydencie do jakiego doszło w nowym warszawskim meczecie, Centrum Kultury Muzułmańskiej, zlokalizowanym przy, nomen omen, Rondzie Zesłańców Syberyjskich. Do incydentu doszło za sprawą pewnej kobiety, która wnętrze obiektu zwyczajnie uświniła całkiem sporymi kawałami wieprzowiny. Podobno w skład rąbanki wchodziły nawet świńskie ryje.


Media rzecz jasna natychmiast  zareagowały i tak głosami światłych, a także nowoczesnych i nieobciążonych ksenofobią publicystów zawołały :”skandaliczne zachowanie”, „atak chamstwa”, ”wiejskie korzenie”, ”nietolerancja”, ”bezmyślny atak agresji”. Rozpoczęło się poszukiwanie Poszukiwanej, której w przypadku ujęcia zagrożono karą więzienia do dwóch lat.

Podobno , w przeszłości doszło również do kontaktu Centrum z wieprzowiną, kiedy to ktoś anonimowo podesłał pod adres na Zesłańców Syberyjskich boczek wędzony, ale wtedy jakoś obyło się bez powiadamiania Prokuratury i ogólnie histerii.

Na mnie incydent nie zrobił, aż tak wielkiego wrażenia, gdyż jako mieszkanka „tej Ziemi” jestem obyta nie tylko z panującymi tu zwyczajami, ale i twórczymi trendami. Dlatego jestem skłonna przypuszczać, że wydarzenia w meczecie były po prostu działaniami artystycznymi w rodzaju instalacji, czy innego performance tudzież happeningu, realizowane zgodnie z irreligijnym nurtem, bardzo popularnym  na rodzimym gruncie. Zresztą nie tylko rodzimym przecież, bowiem te trendy sztuki religijnie szokującej znane są  i popularne w „wielkim świecie” od kilku dekad, że przypomnę choćby „Piss Christ” Andreasa Serrano z 1987 roku. Już wtedy obywatelskie nieposłuszeństwo otrzymało rangę sztuki i to przez duże „S”. Ba! - na próby zniszczenia dzieła Serrano przez  katolików,  -  minister kultury Francji Frederic Mitterand, rzekł był wówczas:” może szokować niektórych widzów, ale jej uszkodzenie jest atakiem na wolność twórczą, zapewnioną artystom przez prawo”.

Polscy twórcy również chcieli poczuć tą wolność, co zaowocowało wieloma wybitnymi dziełami, jak słynna „Matka Boska z Wąsami” Rzepeckiego z 1982 roku, czy film „Adoracja”  Markiewicza z 1994 roku. Jednak przecież nie oni pierwsi na polskim artystycznym  gruncie zastosowali intelektualną prowokację religijną . Prekursorskim Numerem Jeden w tym temacie był i pozostanie Władysław Hasior, który poprzez happeningi – procesje ze sztandarami ,  ukazał jakże udany mariaż pop artu i „sztuki ubogiej”- vide Matka Boska Częstochowska w chłopskiej szacie i otoczeniu  płodów rolnych.

Panoptikum utrzymanych w tym duchu twórczych ekscesów objawiła światu w Brukseli wystawa zbiorowa „IRRELIGIA” , współorganizowana  między innymi przez Radę Kultury Miasta w Brukseli, Atelier 340 Muzeum w Brukseli, Kościół Notre Dame de Lourdes. Można tam było kontemplować w skupieniu niezakłócnym przez polskich obrońców moralności choćby „Pasję” Nieznalskiej, która zawiodła artystkę nawet przed oblicze polskiej Temidy, która następnie przez wiele lat rozważała, czy Nieznalska obraziła uczucia religijne, czy może jednak nie? Ostatecznie Nieznalska została w drodze apelacji uwolniona od stawianych jej przez Prokuraturę zarzutów, ale za to kolejne lata przyniosły więcej interesujących spraw o obrazę uczuć religijnych, w których tym razem główne role odegrali  skandaliści z najwyższej póki rozrywkowej , jak Nergal czy  Rabczewska . W tle „zastraszania elit przez ultraprawicowe kołtuństwo” narodził się publiczny dyskurs i dramatyczne pytanie, czy słuszny jest w obowiązującym w naszym kraju prawodawstwie zapis o obronie uczuć religijnych? W końcu przecież doszło do przełomu i artysta Nergal w związku z publicznym zniszczeniem Biblii w klubie „Ucho”, został uniewinniony, co uznał za zwycięstwo logiki nad zabobonem , zaś Sąd swój wyrok tak uzasadnił :”krytyka Kościoła katolickiego, jako instytucji jest dopuszczalna (…) Kościół instytucjonalny też krytykuje określone sfery życia społecznego obywateli zgodnie z obowiązującym prawem, wprost je atakuje czasami tym samym musi ( sic!) być przygotowany na wzajemność krytyki.

Sądzę, że warto, aby wszyscy oburzeni eksperymentem z wieprzowiną w muzułmańskiej świątyni zastanowili się nad zasadnością angażowania w tę sprawę Prokuratury w kontekście sentencji sądowego postanowienia przytoczonego przeze mnie powyżej. Bo przecież akcja rozgrywa się w kraju, w którym krytyka zinstytucjonalizowanych religii jest dopuszczona, a już zwłaszcza przez artystów. Bowiem jak rzekł był onegdaj Kazimierz Piotrowski kurator legendarnej już wystawy IRRELIGIA :”artysta ma prawo wypowiedzieć swoją religijność”.

 Co innego w Rosji, o czym przekonały się dziewczyny z Pussy Riot, ale to już zupełnie inna bajka jest.

niedziela, 5 lipca 2015

CZYSTE SKÓRY I MYDŁO IMĆ ZABŁOCKIEGO


Wczoraj przeczytałam o kolejnym fakcie bestialstwa w Syrii. Tym razem w Palmirze, gdzie w akcie mordu czynnie uczestniczyły dzieci. Zbiorowa egzekucja miała miejsce w dawnym rzymskim amfiteatrze.

Kiedyś, to Rzymianie uwielbiali krwawe rozrywki, ale ten rozdział historii dawno mają za sobą. Po skłonności do patologicznej zabawy pozostały dzisiaj już tylko mniej lub lepiej zachowane ruiny – jak te w Palmirze.

Jest wiele osób, które chętnie przebywają w miejscach, gdzie czas płynie nieśpiesznie, w żółwim tempie. Ba!- są nawet tacy, którzy uważają średniowieczną cywilizację Afryki za dobrodziejstwo. Lubią klimaty w których czuje się, że czas przysnął sobie gdzieś na przydrożnym kamieniu, całe wieki temu. Zwykle  kochają  też podróże, po zakurzonych drogach, z widokami na objuczone (do granic humanitarnej przyzwoitości) osiołki, pozakrywane (do granic humanitarnej przyzwoitości) burkami kobiety i oblegane przez roje much place targowe. Za szczególne atuty pobytu na Czarnym Lądzie uznają na przykład możliwość dokonania zakupu drobiu, na przykład koguta, który jest tak świeży, że, aż żywy. Oczywiście do czasu, dokonanie przez klienta wyboru, kiedy to sprzedawca zamaszystym i jakże wprawnym ruchem ostrza pozbawi ptaka głowy. No i ogólnie, Zachodnim entuzjastom średniowiecznego folkloru w orientalnym wydaniu bardzo podoba się to, że tamtejsi ludzi bardzo lubią ze sobą współpracować ,nie wstydząc się takiej kolektywnej działalności. Owe tendencje kolektywnego spędzania czasu, z grubsza wpłynęły na pojawienie się ISIS. To znaczy na próby wpłynięcia na realizację snów, o kalifatach wypełniających każdy skrawek globu. Jak na średniowiecze zaskakująco, całkiem modernistyczne sny o potędze.

Do tej pory Aleppo, poprzez moje zainteresowanie  produkowanym tam od setek lat mydłem, kojarzyło mi się z powoli, ale  konsekwentnie obracaną (fizycznie i mentalnie) w perzynę Syrią , muzułmanami i dżihadem. Od niedawna czarna zbliżona do kwadratu flaga ISIS, z centralnie umieszczonym na niej kołem z arabskim napisem, wyeksponowana podczas egzekucji w Palmirze  kojarzy mi się z kostką mydła i wytoczonym na jednym z jej kwadratowych boków okręgiem wypełnionym zagadkową arabeską.

Kostka uformowana z roślinnych olei i sodowego ługu uzyskiwanego z morskiej soli, jest jedynym z nielicznych, cenionych przeze mnie pomysłów ludów  wymarłych wieki temu, ale teraz, po kolejnej fali terroru w Syrii i na ten kawałek obcej cywilizacji w moim współczesnym  świecie spoglądam podejrzliwie. Dlatego wyschnięta na wiór, oliwkowo – brązowa kostka od wielu tygodni spoczywa traktowana przeze mnie jako bezużyteczna  obok wanny w  łazience. Nieraz w czasie kąpieli spoglądam na nią i zastanawiam się, czy używając jej mogę czuć się bezpiecznie? Myślę wtedy zwykle o tysiącach ludzi zamordowanych w Syrii, o kobietach, którym ścięto głowy, bo padły oskarżenia o czary. Myślę o zabójczej  kombinacji jaką stanowi połączenie średniowiecznej mentalności z dostępem do zdobyczy  wypracowanych przez cywilizację Zachodu. Myślę o filmie „Niewinnść Muzułmanów”, który jeszcze trzy lata temu wywołał burzę protestów, a jego twórcę posądzono, jak kiedyś Orianę Fallaci o antyislamskie fobie.

Myślę też o uchodźcach z Syrii, których Polska jest zmuszona przyjąć w ramach zaleceń unijnych. Piszę „zmuszona” gdyż większość Polaków jest takim praktykom przeciwna i za nic ma polityczną poprawność, którą społeczności Zachodu szczepione są od lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Zaznacza się ten lekceważący wszelką poprawność trend  na internetowych forach. Tam  większość  Polaków,  takie zalecenia komentuje  uroczo w stylu Ferdka Kiepskiego :”srutututu majtki z drutu, sratytaty gacie w kraty”. Tak przynajmniej ja pobieżnie, bez wdawania się w wyszukane analizy psychologiczno - społeczne odczytuję sens  tychże wypowiedzi.

Koronnym argumentem mającym na celu uzyskanie aprobaty od polskiego społeczeństwa na sprowadzanie wszelkich uchodźców, ma być ten, że są to chrześcijanie, prześladowani przez muzułmanów. Jest  sporo przesiąkniętych na wskroś polityczną poprawnością (?)Fundacji, które próbują zmienić postanowienia, preferujące uchodźców  chrześcijan. Domagają się one, aby przyjmować wszystkich jak leci, a hasłem ich jest zapamiętane zapewne z lekcji katechezy i odkurzone na tę okoliczność urabiania bogobojnej części opinii społecznej  biblijne wezwanie :”miłujcie nieprzyjaciół”. Bezcenne. Doprawdy. A kto zagwarantuje, że syryjscy „chrześcijanie”, po jakimś czasie nie ulotnią się na dżihad?

 

 Ciekawe, czy byśmy jako cywilizacja doszli do demokracji, wolnych wyborów, Ery Internetu, a nawet do poprawności politycznej , gdyby  miłościwie nam panujący król Jan III Sobieski swych nieprzyjaciół miłował z janczarami włącznie. Otóż, gdyby nie imć Sobieski zwany Lwem Lehistanu, nie doczekalibyśmy się nawet „ery biskupów”, ani ich płomiennych wezwań do czynienia miłosierdzia względem wszystkich bez wyjątku uchodźców.

Być może mój lekki atak ksenofobii usprawiedliwia lektura rozmowy Beaty Dżon- Ozimek z dr Karoliną Rak, pod tytułem :Żołnierze Zbrojnego Dżihadu. Szósty filar islamu, czyli kogo werbują terroryści. Arabistka, doktor Rak, zwraca uwagę między innymi na  dwa pojęcia: „takija” i „cleanskins”. To pierwsze wywodzące się ze środowisk szyitów oznacza pewien rodzaj usprawiedliwionego religijnie kłamstwa, a będącego  techniką ukrywania pochodzenia i wiary w celu przetrwania. Oznacza to, że zewnętrznie można wyrzec się swojej wiary o ile wewnętrznie będzie nadal kultywowana. Drugi termin(dosłownie – czyste skóry) stosuje się wobec tych obywateli, którzy mają czyste kartoteki. Są to zwykle konwertyci i osoby  nie wywodzące się z rodzin muzułmańskich.

Prawdziwość mydła z Aleppo sprawdza się prostym testem, wrzucając je do wody. Unosi się wówczas na jej powierzchni. To proste, ale równie proste nie jest i nie będzie sprawdzenie „prawdziwości” uchodźców syryjskich. Na szczęście dla nich, cywilizacyjnie odjechaliśmy od ich rzeczywistości, na tyle daleko, że sprawdzanie wiarygodności w rodzaju –„ pławienie czarownic” znamy jedynie z zapisów odległych przodków, a nie z serwisów prasowych, czy filmików na YouTube.

Zatem odrzucając całą tę poprawność polityczną, szczerze rzec muszę, że przynajmniej w swoim domu nie chcę  żadnych muzułmanów, islamistów, ani uchodźców o niesprawdzonej dostatecznie tożsamości z prostej przyczyny – abym się potem nie musiała zastanawiać gdzie skryli ładunek ( nie mydło mam na myśli) o zaskakującym składzie chemicznym, bo z imć Zabłockim mentalnie i intelektualnie niewiele mam wspólnego, żeby  nie rzec nic. Raczej identyfikuję się z Kiepskimi, dlatego podsumuję klasykiem :”Dosyć tego. Natychmiast opuścić ten Dom!”.

sobota, 27 czerwca 2015

SOWA + NIEPRZYJACIELE = PRZEKLĘTE REWIRY


Dawno, dawno temu, w czasach w których aktorom nie śniło się nawet o dochodach płynących z występów w reklamach, powstał film będący adaptacją powieści Henryka Worcella, a właściwie Tadeusza Kurtyki - Zakazane Rewiry. Kurtyka napisał swoją powieść w oparciu o własne spostrzeżenia, gdyż zanim stał się osobą szeroko rozpoznawalną, zanim został znanym pisarzem i publicystą , utrzymywał się z podawania potraw znamienitym gościom restauracji zlokalizowanej w Hotelu Grand, przy Sławkowskiej w Krakowie.

 Kelner, bohater  wspomnianej powieści Kurtyki, to klasyczny poczciwy chłopak z prowincji, nieskalany światem do którego wkroczył, w którym królują przekręty, przemoc, oszustwa, kradzieże, alkoholizm.

Wspominam historię Romana Boryczki, gdyż śledząc kolejne odsłony Afery Taśmowej, przeżyłam coś w rodzaju deja vu. Otóż miałam nie dające mi spokoju odczucie, że ja to już skądś znam. I w końcu zakrzyknęłam (rzekomym krzykiem Archimedesa) - Eureka! – Toż to wypisz , wymaluj - Zaklęte Rewiry.

Tejże oświecającej „eureki” doznałam czytając wywiad z dziadkami kelnerów zamieszanych w nielegalne nagrywanie ucztujących rodzimych polityków i biznesmenów. Otóż w opinii Babci i Dziadka ich dwaj wnukowie są sprawiedliwi, honorowi i ogólnie zasługują na szacunek. Podobnego zdania jest wujek kelnerów, który rzekł :”są uczciwi”. Wypowiedź o wnukach Dziadkowie podsumowali wyznaniem :”Wychowaliśmy ich na dobrych ludzi”, a także zaproponowali dziennikarzom :”Odczepcie się od nich”.

Co ciekawe 70 % całkowicie nie spokrewnionych z kelnerami internautów uczestniczących w badaniach sondażowych, na pytanie :”myślisz, że kelnerzy są niewinni?”- odpowiedziała: „tak”.

W miarę rozwoju Afery Taśmowej, czyli wraz z ujawnianiem kolejnych nagrań, wprawdzie dziennikarze odczepili się od kelnerów, natomiast coraz bardziej zaczęli przyczepiać się do pałaszujących ośmiorniczki i chlapiących wokół odrażającymi niedyskrecjami prominentnych biesiadników.

W końcu zapanował chaos, przybliżający elitarnych  posiadaczy  szczególnie czułych kubków smakowych, do uczestnictwa w rządowym przewrocie. Obnażona twierdza, broniąc się poszukiwała winnych znacznie szerzej niźli w gronie li tylko kelnerów i handlarzy węglem, na tyle szeroko,  by ostatecznie zadać dramatyczne pytanie :”Czy Putin stoi za aferą podsłuchową?”

Kolejnej „eureki” doznałam w związku z nazwiskiem właścicielem trefnego lokalu, wyeksponowanym w nazwie. Puchate ptaszyska, o wielkich oczach (żeby dobrze widziały) i wielkich uszach ( żeby dobrze słyszały) od wieków w wielu kulturach świata cieszą się i dobrą i złą sławą. I tak w tych kulturach w których mają złą opinię sugeruje się, że odgłosy puszczyków sprowadzające się do donośnych pohukiwań, zapowiadają klęskę. W Polsce piski sówki pójdźki, tłumaczono jako :”pójdź w dołek pod kociołek”, co miało sugerować rychłą śmierć, któregoś ze słuchaczy. Sowa była symbolem greckiej bogini rozdroży Hekate – tej od czarnej magii, ale i bogini Ateny, jako znak jej mądrości, wiedzy oraz przenikliwości. Z kolei Chińczycy łączyli sowę z bogiem burzy Lei Kung’iem, którego przedstawiali, z głową, skrzydłami i szponami tejże przedstawicielki ptasiego rodu . I tu uwaga! - Lei Kung oprócz produkcji piorunów trudnił się przeganianiem złych duchów i karaniem ludzi złych, zwłaszcza za ich zbrodnie, które nie zostały wcześniej ujawnione.

Sowa to towarzyszka średniowiecznych magów i pierwszych chrześcijańskich pustelników, ale i symbol masonów, ceniących sobie władzę zdobytą poprzez mądrość i wiedzę. Dlatego bawarscy Iluminaci, czyli Oświeceni, tworząc Tajny Związek Mądrości za swój symbol przyjęli Minerwę siedzącą ze sową (a może i sowę siedzącą z Minerwą?) .

 Dobre danie, jest zasługą kucharzy potrafiących do jego sporządzenia zastosować odpowiednie przyprawy. Dobry smakosz zaś, jest w stanie rozszyfrować, czym potrawę przyprawiono.- Ba! Wybitny degustator jest w stanie określić z jakiej części świata (bądź z czyjego ogródka) pochodzą używane przez kucharzy ingrediencje. - I podobnie będzie z polskim pasztetem, a la Sowa , którego skład i twórców przepisu, nie należy szukać za wschodnią granicą. W końcu przecież Polak też potrafi.

 

niedziela, 21 czerwca 2015

ZMIERZCH AUTORYTETÓW CZYLI BEŁKOT W ZENICIE



Naukowcy od przynajmniej dwóch dekad zwracają uwagę na zjawisko utraty autorytetu przez Autorytety. Współczesne Autorytety przybrały  wymiar Gwiazd zapalających się i gasnących na politycznym firmamencie . Czasem pojawia się gwałtowny rozbłysk jakiejś Supernowej, jednak większość to Czerwone Karły o małej jasności, trudne do zauważenia. Grzejąc się własnym ogniem, zazwyczaj długo się „żarzą”, co zauważalne jest raczej lokalnie. Ewoluują wolno i zwykle (niestety) długo żyją własnym życiem. Odznaczają się za to (niestety)  dużą aktywnością i od czasu do czasu czynią wysiłki, aby świecić jeszcze jaśniej niż zazwyczaj (niestety).


W tej „kosmicznej”  przestrzeni sporo czarnych dziur (budżetowych) wraz z otaczający je horyzontem zdarzeń, które owe dziury wygenerowały. Ostatnio pojawiła się nawet teoria, według której czarne dziury tworzą umierające gwiazdy, które „puchną i eksplodują”. Cóż trudno nie przyjąć takiej koncepcji.
A na  wsparcie autorytetów, doprawdy, raczej nie ma co liczyć , gdyż zarówno te uznane, jak i samozwańcze, ba! – nawet mędrcy, ulegają pokusie kłamstwa, słabości dotąd trawiącej głównie polityków. I tak kłamią ( na ogół bezkarnie ) wszelkiej maści – eksperci, intelektualiści, politycy, a nawet ( a może zwłaszcza?) celebryci.

Bezkarność  zapewniają im,-  co paradoksalne – prace badawcze, gdyż żyjemy w czasach, w których największe absurdy, da się  dowodzić, poprzez badania, przeprowadzane przez mniejsze lub większe autorytety, w mniej lub bardziej uznanych badawczych ośrodkach.

Zatem, jak odróżnić meta - kłamstwa od prawdy, skoro mijanie się z prawdą jest współcześnie nieodłącznym atrybutem władzy? Najprostszym sposobem na zdiagnozowanie kłamstwa jest określenie, kto poprzez owo kłamstwo osiąga konkretny zysk. Jednak nie tylko chodzi o kłamstwa, ale o zwyczajne bzdurzenia, kreowane przy pomocy mediów na  złote myśli,  wygadywane przez różne „sławy” zwane najchętniej „Gwiazdami”.

Jeszcze całkiem niedawno, podpierając się autorytetami można było coś politycznie „ugrać”. Zapobiec porażce. Dzisiaj, w dużej mierze dzięki Internetowi, społeczna świadomość wzrosła na tyle, że podpieranie się autorytetem sław staje się mało efektywne. Widać to było podczas minionej kampanii prezydenckiej, w której wprawdzie  mocno okrojono szeregi użytecznych celebrytów, ale i tak nie zabrakło wpadek, które w pełni zasłużenie wywoływały „śmiech na sali”. Niektórzy widzowie tych naprędce zaimprowizowanych przedstawień  typu – aktor na gościnnych występach, zniesmaczeni i zawiedzeni zapowiedzieli bojkot teatrów, a nawet kin, zwłaszcza, że „Układ Zamknięty” mieli okazję obejrzeć na żywo.

Na okoliczność jesiennych wyborów zapewne, kilka Autorytetów używanych w minionej kampanii prezydenckiej postanowiło znów zabłysnąć. Jeden gnając do stajni ( co koń wyskoczy) na mieszance ciekłych węglowodorów i etanolu, inny zaś, postanowił porzucić dawny wizerunek Gucia Trutnia i zostać autorytetem w dziedzinie korespondencyjnego wychowania dzieci za pomocą  blogu partnerki, który ma wkrótce zostać założony. Złośliwi ( a może tylko zbyt krytycznie do projektu nastawieni?) sugerują nazwę pato-blog.

Cóż się dziwić porażkom gwiazd artystów, kiedy wpadki zaliczają nawet utytułowani naukowcy. Jeden z nich socjolog, a nawet  profesor, Ireneusz Krzemiński, który na etapie kampanii dowodził, że kandydat Duda Andrzej ma „zero dorobku” i ogólnie „zero doświadczenia”, a następnie ogłosił rzeczonego Kandydata „Malowaną lalą” (tak, tak, - ten sam, który zaproponował, dr. Kochanowi: „może się pan śmiać głupkowato” ) ostatecznie popisał się konkluzją: ”Jeśli wygra Duda z polską kulturą będzie źle”. Tenże sam Profesor, , wysunął nawet ostatnio arcy ryzykowną tezę:”PO ma wciąż jeszcze duże szanse”.

 
Klęska, za klęską , jakie ostatnio  ponoszą rodzime polityczne wyrocznie i powoli gasnące na naszych oczach Gwiazdy, próbując zapobiec rozpadowi istniejącego układu, skłania mnie do refleksji, że oto mija czas narzuconych odgórnie autorytetów. Społeczeństwo coraz bardziej wyedukowane, samo chce decydować o tym, komu ma powierzyć kolejne lata swojego życia i czyich rad ma słuchać. Bo przyszłość tworzy się teraz. Ważne jest, aby ci, którym powierza się swoją przyszłość, byli w stanie jej kształt określić. – Ale  jedynie tacy, którzy są w stanie antycypować, mogą zaproponować perspektywę, która nie stanie się  iluzją, ale lepszym życiem w realnym świecie.

sobota, 13 czerwca 2015

POLITYK HEJTUJE


Zakończona trzy tygodnie temu kampania wyborcza obfitowała w nieoczekiwane zwroty akcji i spowodowała nieoczekiwaną zmianę miejsc. Również zaskakujący był jej końcowy akord, w którym ustępujący prezydent zapowiedział Pospolite Ruszenie. Niezwykły pomysł uzasadnił :”Tę falę trzeba powstrzymać. To pospolite ruszenie może ją zatrzymać. Idą następne bitwy i wyzwania. Musimy być do nich gotowi”. Nie chodziło - rzecz jasna - Prezydentowi jedynie o wszystkich mężczyzn, ani tym bardziej o cały Naród, ale jedynie o te 47% Narodu uprawnionego i nań głosującego .

Wkrótce współczesna wersja Pospolitego Ruszenia została Narodowi objaśniona. Otóż chodzi o wojnę mającą na celu odzyskanie Internetu. Bowiem, jak  niesie wieść gminna , za porażkę Bronisława Komorowskiego winą obarczono  bardziej pyskatą część społeczeństwa- tę z dostępem do Internetu – aktualnie zwaną hejterami. Głównie tę część. I dlatego Pani Premier ujawniła zatrudnienie przez PO pięćdziesięciu hejterów, którzy będą zawodowo trudnić się nękaniem matecznika nienawistników, czyli PiS, . Docelowo hejterów ma być ich stu. – Takie jakoby postanowienia zapadły na posiedzeniu Klubu PO w Jachrance. Ba! Krąży nawet pogłoska, że Platforma będzie szkolić swoich polityków w tym mocno przereklamowanym hejterskim rzemiośle . A szkolić trzeba , bo przecież nie wszyscy mają wrodzone predyspozycje , do jakże prostych i szybkich wypowiedzi, jak ta Bieńkowskiej o  Piechocińskim  - ”to debil”.

Od tych w sumie hiobowych wieści zagotowało  się w Internecie. Pokolenie wychowane na lekturach z cyklu „poczytaj mi mamo” zasłyszane rewelacje podsumowało: Ale Baba!- I Pięćdziesięciu Rozbójników…

Przypuszczenia tych wszystkich, którzy sądzili, że oto na spotkaniu klubowym, Partia czasami również żartuje, rozwiało pojawienie się jeremiady, całkiem niedawno jeszcze szanowanego dziennikarza, a obecnie niedocenianego moralisty, który, rozdarł szaty i  głosem zarządzanych przez siebie mediów , zawołał :”Przegrał, przez falę internetowego hejtu. To zmasowana operacja zniesławiania”. - Padła nawet na tę okoliczność diagnoza etatowego Ozeasza - wszystko przez „hejt industry”.

Przyznam, że ta koncepcja wprawiła mnie w osłupienie. Oto o wyniku wyborów nie są w stanie przesądzić, ani rządowe media, ani wsparcie wszelkiej maści  autoramentu w osobach autorytetów wraz z celebrytami i wybitnymi aktorami scen polskich, ani nawet sondażowe poparcie sięgające 70%, ale uwaga!- garstka hejterów!

Rację ma Ferdek Kiepski, - „są na tym świecie rzeczy, które się fizjologom nie śniły”. Który to już raz życie przerosło kabaret?

Skoro już przy rozrywce jestem… Naszła mnie taka refleksja, że  jednym z prekursorów współczesnych hejterów, było baśniowe dziecię wołające :”Król jest nagi!”. Ale w bajce – jak i często bywa  w życiu – król tak naprawdę nie padł ofiarą dziecinnej heterki, ale padł ofiarą oszustów. Zwykłych rozbójników.

Odklejonym od realiów życia politykom polecam wizytę na lokalnych rynkach, gdzie kwitnie „real hejt industry”. To tam, ledwie widoczni zza piramid skrzynek, kartonowych opakowań, stert kapusty i rzodkiewek, posługujący się nickami: Franek, Mańka, Zdzichu, Gocha oraz Gracjan hejtują w najlepsze. To Total Recall – po polsku, czyli  Pamięć Absolutna.