Przechodząc kilka dni temu, ulicą zabudowaną starymi
kamienicami przeżyłam szok. Za sprawą rewitalizacji starej części miasta, w
wyniku rozbiórki zniknęły dwie z nich odsłaniając skrywane dotąd podwórka i wznoszące się nad nimi oficyny.
Szokująco wpłynęła na mnie ta nieoczekiwana odsłona nędzy, skrywana do tej pory przez malowniczo
ulegające erozji mury starych
czynszówek, które wprawdzie czasy świetności miały dawno za sobą, ale z
godnie z założeniem ich projektantów i
budowniczych, niegdyś miały przyciągać wzrok potencjalnych najemców i świadczyć
o zamożności ich właścicieli. Co innego oficyny. One zamieszkiwane były onegdaj
przez ubogich wyrobników na usługach wielmożnych państwa, będąc przestrzenią
dla służby. Powojenne ustrojowe zmiany, sprawiły jedynie, że zmienili się właściciele kamienic, na równie wielmożne
Państwo, zaś biedota nadal zasiedlała podlejszą przestrzeń pokaźnych gmachów. I
tak pozostało do dzisiaj, czasów post styropianowej rewolucji. Pogłębił się
jedynie przez lata stopień degradacji budynków i dawną prostotę i skromność
elewacji zastąpiła obskurność i smutek oraz przeraźliwie krzycząca otworami okien bieda.
Kontemplując ten przytłaczający widok, nagle zrozumiałam
dlaczego, kilka lat temu ktoś powiedział mi, że ten kwartał, ale i podobne mu
inne części miasta najbardziej wyludniły
się poprzez emigrację mieszkańców. Rzeczywiście, część
szyb, niezamieszkałych od lat lokali pokryły grube warstwy brudu, ale wiele okien nadal
świadczyło o tym, że w głębi murów toczy się jakieś życie. W jednych wietrzyła
się pościel, w innych na rozciągniętych sznurkach suszyły się ubrania, a w
innych majaczyły postacie starych ludzi, których jedyną rozrywką w codziennej
beznadziei bywa obserwacja podwórkowego życia.
„Żywe obrazy” takich podwórek są
zwykle te same : wychudzone i blade dzieci skaczące wokół trzepaka, kobiety o
zmęczonych, szarych twarzach, objuczone zakupami z dyskontów, przemykające w
wiecznym pośpiechu i grupki dyskutujących mężczyzn o czerwonych od najtańszego
piwa twarzach. Oto on, pomyślałam. Oto świat ludzi cierpiących w milczeniu z pensją 1500 zł
brutto, do tej pory przysłonięty „rządową propagandą sukcesu szytą grubymi
nićmi”.
Taką myśl ( o
rządowym szyciu) wyczytałam niedawno w rozmowie pomiędzy Grzegorzem Wysockim, a
Janem Sową, pod jakże oddającym realia tytułem :” W Polsce już dzisiaj jest
gorzej niż w Grecji”. Z rozmowy wypływało wiele ciekawych wniosków i prognoz, a
jedna z nich ( o czym świadczą prezydenckie wybory) zaczęła się ziszczać, bowiem nadszedł czas, w
którym uważani przez elity za głupich
prekariusze powiedzieli „kurwa dość”. To
„dość” było na okoliczność majowych wyborów, bo ani chybi, na okoliczność tych jesiennych , będzie pewnie bardziej „grubo” i klasyczny
mieszkaniec zrujnowanej oficyny będzie
miał okazję powiedzieć - ” Właśnie kurwa, dość tego, dość uczonych gadek
pajaców w garniturach, wypierdalać!”. Następne
odda swój głos, kompletnie się nie przejmując tym, że tacy jak on
poniosą „ekonomiczną konsekwencję
politycznych wyborów, bo na giełdzie źle się dzieje”. Giełda, to nie jest straszak na te konkretne
warstwy oddalone od pozostałych, na całe dekady, tak jak polskie PKB od PKB
Niemiec.
Rozwarstwienia w polskim społeczeństwie jakie są każdy
widzi, ale nie każdy chce ich bezmiar przyjąć do wiadomości. Celują w tym
zwłaszcza dyżurni redaktorzy ztabloizowanch mediów, które lata temu ze
strażników demokracji zostały przerobione na tuby propagandowe na usługach partii aktualnie rządzących. Owi dyżurni
redaktorzy nie widzą pogłębiających się
w Polsce rozwarstwień społecznych i jak twierdzą nie będą ich widzieć dotąd, dokąd nie zobaczą badań poczynionych na tę
okoliczność.
Oznacza to, że dane GUS wykazujące, że aż ponad pół miliona dzieci w Polsce jest
niedożywionych, można sobie w przysłowiowe
buty wsadzić, bo z nich kompletnie nic dla systemowych dziennikarzy ,
ani elit władzy nie wynika. Podobnie jak w przeszłości, kiedy alarmujące dane
pewnej Fundacji, o setkach tysięcy niedożywionych
polskich dzieci polscy posłowie w legendarnej już audycji uznali zgodnie
za „sufitologię”, rzecz niemożliwą. A już zwłaszcza w sezonie wiosenno letnim,
który obfituje przecież w pełnowartościową żywność , porastającą bujnie
kolejowe nasypy. Owa żywność, czyli szczaw pospolity obrasta nie tylko nasypy
ale i obrasta w legendę. Nic dziwnego, że legendarny pokarm stanowiący podstawę króliczego menu, zalecał
znany z ekstrawagancji słownych Polityk skoro
inny Polityk mniej „wyrywny” i zdecydowanie bardziej wiarygodny, nie tak dawno na łamach poczytnej gazety
wyraził pogląd :”Polska była królikiem doświadczalnym, a doświadczenie się
powiodło”. I dalej zastanawiał się czy ten model- niskich kosztów płacy i
niskich podatków (dla przedsiębiorców) można jeszcze pociągnąć?
Może by i można jeszcze eksperyment pociągnąć, ale kłopot w
tym, że polskie króliki doświadczalne wycieńczone „ szczawiową dietą” zaczęły masowo
emigrować z Zielonej Wyspy, do obszarów, jeszcze bardziej zielonych, w
których dostęp do bardziej urozmaiconego menu mają nawet szaraczki. A te, które
pozostały mają dość .
Rzeczony Prezes Polityk (cały czas na tych samych gazetowych
łamach) wyraził nawet swoje podszyte satysfakcją zdziwienie : „To niebywałe, jak się nam udało wyjść z tego
cywilizacyjnego zapóźnienia po 300 latach”.
Istotnie, to
niebywałe! Szkoda tylko, że ceną tego
„udanego wyjścia” jest głodne dzieciństwo setek tysięcy polskich dzieci i ich słabszy rozwój na płaszczyznach fizycznej
i psychicznej. Ceną udanego eksperymentu
na polskich „królikach”, będzie
niższa inteligencja ich potomstwa słabsze przyswajaniem wiedzy i w
konsekwencji gorszy poziom wykształcenia. Z niedożywionych dzieci
wyrosną dorośli, którzy nie będą
produktywni i nie przyczynią się do gospodarczego wzrostu.
Jest jednak jest cień szansy dla przyszłych pokoleń na wyeliminowanie zaciskającej pas biedy, pod
warunkiem, że ludzi spod znaku
gospodarczych eksperymentów zastąpią ludzie spod znaku gospodarczych cudów. Wirtschaftswunder , po polsku i po ludzku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz