sobota, 27 czerwca 2015

SOWA + NIEPRZYJACIELE = PRZEKLĘTE REWIRY


Dawno, dawno temu, w czasach w których aktorom nie śniło się nawet o dochodach płynących z występów w reklamach, powstał film będący adaptacją powieści Henryka Worcella, a właściwie Tadeusza Kurtyki - Zakazane Rewiry. Kurtyka napisał swoją powieść w oparciu o własne spostrzeżenia, gdyż zanim stał się osobą szeroko rozpoznawalną, zanim został znanym pisarzem i publicystą , utrzymywał się z podawania potraw znamienitym gościom restauracji zlokalizowanej w Hotelu Grand, przy Sławkowskiej w Krakowie.

 Kelner, bohater  wspomnianej powieści Kurtyki, to klasyczny poczciwy chłopak z prowincji, nieskalany światem do którego wkroczył, w którym królują przekręty, przemoc, oszustwa, kradzieże, alkoholizm.

Wspominam historię Romana Boryczki, gdyż śledząc kolejne odsłony Afery Taśmowej, przeżyłam coś w rodzaju deja vu. Otóż miałam nie dające mi spokoju odczucie, że ja to już skądś znam. I w końcu zakrzyknęłam (rzekomym krzykiem Archimedesa) - Eureka! – Toż to wypisz , wymaluj - Zaklęte Rewiry.

Tejże oświecającej „eureki” doznałam czytając wywiad z dziadkami kelnerów zamieszanych w nielegalne nagrywanie ucztujących rodzimych polityków i biznesmenów. Otóż w opinii Babci i Dziadka ich dwaj wnukowie są sprawiedliwi, honorowi i ogólnie zasługują na szacunek. Podobnego zdania jest wujek kelnerów, który rzekł :”są uczciwi”. Wypowiedź o wnukach Dziadkowie podsumowali wyznaniem :”Wychowaliśmy ich na dobrych ludzi”, a także zaproponowali dziennikarzom :”Odczepcie się od nich”.

Co ciekawe 70 % całkowicie nie spokrewnionych z kelnerami internautów uczestniczących w badaniach sondażowych, na pytanie :”myślisz, że kelnerzy są niewinni?”- odpowiedziała: „tak”.

W miarę rozwoju Afery Taśmowej, czyli wraz z ujawnianiem kolejnych nagrań, wprawdzie dziennikarze odczepili się od kelnerów, natomiast coraz bardziej zaczęli przyczepiać się do pałaszujących ośmiorniczki i chlapiących wokół odrażającymi niedyskrecjami prominentnych biesiadników.

W końcu zapanował chaos, przybliżający elitarnych  posiadaczy  szczególnie czułych kubków smakowych, do uczestnictwa w rządowym przewrocie. Obnażona twierdza, broniąc się poszukiwała winnych znacznie szerzej niźli w gronie li tylko kelnerów i handlarzy węglem, na tyle szeroko,  by ostatecznie zadać dramatyczne pytanie :”Czy Putin stoi za aferą podsłuchową?”

Kolejnej „eureki” doznałam w związku z nazwiskiem właścicielem trefnego lokalu, wyeksponowanym w nazwie. Puchate ptaszyska, o wielkich oczach (żeby dobrze widziały) i wielkich uszach ( żeby dobrze słyszały) od wieków w wielu kulturach świata cieszą się i dobrą i złą sławą. I tak w tych kulturach w których mają złą opinię sugeruje się, że odgłosy puszczyków sprowadzające się do donośnych pohukiwań, zapowiadają klęskę. W Polsce piski sówki pójdźki, tłumaczono jako :”pójdź w dołek pod kociołek”, co miało sugerować rychłą śmierć, któregoś ze słuchaczy. Sowa była symbolem greckiej bogini rozdroży Hekate – tej od czarnej magii, ale i bogini Ateny, jako znak jej mądrości, wiedzy oraz przenikliwości. Z kolei Chińczycy łączyli sowę z bogiem burzy Lei Kung’iem, którego przedstawiali, z głową, skrzydłami i szponami tejże przedstawicielki ptasiego rodu . I tu uwaga! - Lei Kung oprócz produkcji piorunów trudnił się przeganianiem złych duchów i karaniem ludzi złych, zwłaszcza za ich zbrodnie, które nie zostały wcześniej ujawnione.

Sowa to towarzyszka średniowiecznych magów i pierwszych chrześcijańskich pustelników, ale i symbol masonów, ceniących sobie władzę zdobytą poprzez mądrość i wiedzę. Dlatego bawarscy Iluminaci, czyli Oświeceni, tworząc Tajny Związek Mądrości za swój symbol przyjęli Minerwę siedzącą ze sową (a może i sowę siedzącą z Minerwą?) .

 Dobre danie, jest zasługą kucharzy potrafiących do jego sporządzenia zastosować odpowiednie przyprawy. Dobry smakosz zaś, jest w stanie rozszyfrować, czym potrawę przyprawiono.- Ba! Wybitny degustator jest w stanie określić z jakiej części świata (bądź z czyjego ogródka) pochodzą używane przez kucharzy ingrediencje. - I podobnie będzie z polskim pasztetem, a la Sowa , którego skład i twórców przepisu, nie należy szukać za wschodnią granicą. W końcu przecież Polak też potrafi.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz