Dawno, dawno temu, w czasach w których aktorom nie śniło się
nawet o dochodach płynących z występów w reklamach, powstał film będący adaptacją
powieści Henryka Worcella, a właściwie Tadeusza Kurtyki - Zakazane Rewiry.
Kurtyka napisał swoją powieść w oparciu o własne spostrzeżenia, gdyż zanim stał
się osobą szeroko rozpoznawalną, zanim został znanym pisarzem i publicystą ,
utrzymywał się z podawania potraw znamienitym gościom restauracji zlokalizowanej
w Hotelu Grand, przy Sławkowskiej w Krakowie.
Kelner, bohater wspomnianej powieści Kurtyki, to klasyczny poczciwy
chłopak z prowincji, nieskalany światem do którego wkroczył, w którym królują
przekręty, przemoc, oszustwa, kradzieże, alkoholizm.
Wspominam historię Romana Boryczki, gdyż śledząc kolejne
odsłony Afery Taśmowej, przeżyłam coś w rodzaju deja vu. Otóż miałam nie dające
mi spokoju odczucie, że ja to już skądś znam. I w końcu zakrzyknęłam (rzekomym
krzykiem Archimedesa) - Eureka! – Toż to wypisz , wymaluj - Zaklęte Rewiry.
Tejże oświecającej „eureki” doznałam czytając wywiad z dziadkami
kelnerów zamieszanych w nielegalne nagrywanie ucztujących rodzimych polityków i
biznesmenów. Otóż w opinii Babci i Dziadka ich dwaj wnukowie są sprawiedliwi,
honorowi i ogólnie zasługują na szacunek. Podobnego zdania jest wujek kelnerów,
który rzekł :”są uczciwi”. Wypowiedź o wnukach Dziadkowie podsumowali wyznaniem
:”Wychowaliśmy ich na dobrych ludzi”, a także zaproponowali dziennikarzom :”Odczepcie
się od nich”.
Co ciekawe 70 % całkowicie nie spokrewnionych z kelnerami
internautów uczestniczących w badaniach sondażowych, na pytanie :”myślisz, że
kelnerzy są niewinni?”- odpowiedziała: „tak”.
W miarę rozwoju Afery Taśmowej, czyli wraz z ujawnianiem kolejnych
nagrań, wprawdzie dziennikarze odczepili się od kelnerów, natomiast coraz
bardziej zaczęli przyczepiać się do pałaszujących ośmiorniczki i chlapiących
wokół odrażającymi niedyskrecjami prominentnych biesiadników.
W końcu zapanował chaos, przybliżający elitarnych posiadaczy szczególnie czułych kubków smakowych, do
uczestnictwa w rządowym przewrocie. Obnażona twierdza, broniąc się poszukiwała
winnych znacznie szerzej niźli w gronie li tylko kelnerów i handlarzy węglem, na
tyle szeroko, by ostatecznie zadać
dramatyczne pytanie :”Czy Putin stoi za aferą podsłuchową?”
Kolejnej „eureki” doznałam w związku z nazwiskiem właścicielem
trefnego lokalu, wyeksponowanym w nazwie. Puchate ptaszyska, o wielkich oczach
(żeby dobrze widziały) i wielkich uszach ( żeby dobrze słyszały) od wieków w
wielu kulturach świata cieszą się i dobrą i złą sławą. I tak w tych kulturach w
których mają złą opinię sugeruje się, że odgłosy puszczyków sprowadzające się
do donośnych pohukiwań, zapowiadają klęskę. W Polsce piski sówki pójdźki,
tłumaczono jako :”pójdź w dołek pod kociołek”, co miało sugerować rychłą śmierć,
któregoś ze słuchaczy. Sowa była symbolem greckiej bogini rozdroży Hekate – tej
od czarnej magii, ale i bogini Ateny, jako znak jej mądrości, wiedzy oraz
przenikliwości. Z kolei Chińczycy łączyli sowę z bogiem burzy Lei Kung’iem,
którego przedstawiali, z głową, skrzydłami i szponami tejże przedstawicielki ptasiego
rodu . I tu uwaga! - Lei Kung oprócz produkcji piorunów trudnił się
przeganianiem złych duchów i karaniem ludzi złych, zwłaszcza za ich zbrodnie,
które nie zostały wcześniej ujawnione.
Sowa to towarzyszka średniowiecznych magów i pierwszych
chrześcijańskich pustelników, ale i symbol masonów, ceniących sobie władzę
zdobytą poprzez mądrość i wiedzę. Dlatego bawarscy Iluminaci, czyli Oświeceni,
tworząc Tajny Związek Mądrości za swój symbol przyjęli Minerwę siedzącą ze sową
(a może i sowę siedzącą z Minerwą?) .
Dobre danie, jest zasługą kucharzy potrafiących do jego sporządzenia
zastosować odpowiednie przyprawy. Dobry smakosz zaś, jest w stanie
rozszyfrować, czym potrawę przyprawiono.- Ba! Wybitny degustator jest w stanie
określić z jakiej części świata (bądź z czyjego ogródka) pochodzą używane przez
kucharzy ingrediencje. - I podobnie będzie z polskim pasztetem, a la Sowa ,
którego skład i twórców przepisu, nie należy szukać za wschodnią granicą. W
końcu przecież Polak też potrafi.