wtorek, 14 lipca 2015

ŚWIŃSKI NUMER



Dwa dni temu fora internetowe przeżywały lekkie wstrząsy. Jedni trzęśli się ze śmiechu, a inni z oburzenia po incydencie do jakiego doszło w nowym warszawskim meczecie, Centrum Kultury Muzułmańskiej, zlokalizowanym przy, nomen omen, Rondzie Zesłańców Syberyjskich. Do incydentu doszło za sprawą pewnej kobiety, która wnętrze obiektu zwyczajnie uświniła całkiem sporymi kawałami wieprzowiny. Podobno w skład rąbanki wchodziły nawet świńskie ryje.


Media rzecz jasna natychmiast  zareagowały i tak głosami światłych, a także nowoczesnych i nieobciążonych ksenofobią publicystów zawołały :”skandaliczne zachowanie”, „atak chamstwa”, ”wiejskie korzenie”, ”nietolerancja”, ”bezmyślny atak agresji”. Rozpoczęło się poszukiwanie Poszukiwanej, której w przypadku ujęcia zagrożono karą więzienia do dwóch lat.

Podobno , w przeszłości doszło również do kontaktu Centrum z wieprzowiną, kiedy to ktoś anonimowo podesłał pod adres na Zesłańców Syberyjskich boczek wędzony, ale wtedy jakoś obyło się bez powiadamiania Prokuratury i ogólnie histerii.

Na mnie incydent nie zrobił, aż tak wielkiego wrażenia, gdyż jako mieszkanka „tej Ziemi” jestem obyta nie tylko z panującymi tu zwyczajami, ale i twórczymi trendami. Dlatego jestem skłonna przypuszczać, że wydarzenia w meczecie były po prostu działaniami artystycznymi w rodzaju instalacji, czy innego performance tudzież happeningu, realizowane zgodnie z irreligijnym nurtem, bardzo popularnym  na rodzimym gruncie. Zresztą nie tylko rodzimym przecież, bowiem te trendy sztuki religijnie szokującej znane są  i popularne w „wielkim świecie” od kilku dekad, że przypomnę choćby „Piss Christ” Andreasa Serrano z 1987 roku. Już wtedy obywatelskie nieposłuszeństwo otrzymało rangę sztuki i to przez duże „S”. Ba! - na próby zniszczenia dzieła Serrano przez  katolików,  -  minister kultury Francji Frederic Mitterand, rzekł był wówczas:” może szokować niektórych widzów, ale jej uszkodzenie jest atakiem na wolność twórczą, zapewnioną artystom przez prawo”.

Polscy twórcy również chcieli poczuć tą wolność, co zaowocowało wieloma wybitnymi dziełami, jak słynna „Matka Boska z Wąsami” Rzepeckiego z 1982 roku, czy film „Adoracja”  Markiewicza z 1994 roku. Jednak przecież nie oni pierwsi na polskim artystycznym  gruncie zastosowali intelektualną prowokację religijną . Prekursorskim Numerem Jeden w tym temacie był i pozostanie Władysław Hasior, który poprzez happeningi – procesje ze sztandarami ,  ukazał jakże udany mariaż pop artu i „sztuki ubogiej”- vide Matka Boska Częstochowska w chłopskiej szacie i otoczeniu  płodów rolnych.

Panoptikum utrzymanych w tym duchu twórczych ekscesów objawiła światu w Brukseli wystawa zbiorowa „IRRELIGIA” , współorganizowana  między innymi przez Radę Kultury Miasta w Brukseli, Atelier 340 Muzeum w Brukseli, Kościół Notre Dame de Lourdes. Można tam było kontemplować w skupieniu niezakłócnym przez polskich obrońców moralności choćby „Pasję” Nieznalskiej, która zawiodła artystkę nawet przed oblicze polskiej Temidy, która następnie przez wiele lat rozważała, czy Nieznalska obraziła uczucia religijne, czy może jednak nie? Ostatecznie Nieznalska została w drodze apelacji uwolniona od stawianych jej przez Prokuraturę zarzutów, ale za to kolejne lata przyniosły więcej interesujących spraw o obrazę uczuć religijnych, w których tym razem główne role odegrali  skandaliści z najwyższej póki rozrywkowej , jak Nergal czy  Rabczewska . W tle „zastraszania elit przez ultraprawicowe kołtuństwo” narodził się publiczny dyskurs i dramatyczne pytanie, czy słuszny jest w obowiązującym w naszym kraju prawodawstwie zapis o obronie uczuć religijnych? W końcu przecież doszło do przełomu i artysta Nergal w związku z publicznym zniszczeniem Biblii w klubie „Ucho”, został uniewinniony, co uznał za zwycięstwo logiki nad zabobonem , zaś Sąd swój wyrok tak uzasadnił :”krytyka Kościoła katolickiego, jako instytucji jest dopuszczalna (…) Kościół instytucjonalny też krytykuje określone sfery życia społecznego obywateli zgodnie z obowiązującym prawem, wprost je atakuje czasami tym samym musi ( sic!) być przygotowany na wzajemność krytyki.

Sądzę, że warto, aby wszyscy oburzeni eksperymentem z wieprzowiną w muzułmańskiej świątyni zastanowili się nad zasadnością angażowania w tę sprawę Prokuratury w kontekście sentencji sądowego postanowienia przytoczonego przeze mnie powyżej. Bo przecież akcja rozgrywa się w kraju, w którym krytyka zinstytucjonalizowanych religii jest dopuszczona, a już zwłaszcza przez artystów. Bowiem jak rzekł był onegdaj Kazimierz Piotrowski kurator legendarnej już wystawy IRRELIGIA :”artysta ma prawo wypowiedzieć swoją religijność”.

 Co innego w Rosji, o czym przekonały się dziewczyny z Pussy Riot, ale to już zupełnie inna bajka jest.

niedziela, 5 lipca 2015

CZYSTE SKÓRY I MYDŁO IMĆ ZABŁOCKIEGO


Wczoraj przeczytałam o kolejnym fakcie bestialstwa w Syrii. Tym razem w Palmirze, gdzie w akcie mordu czynnie uczestniczyły dzieci. Zbiorowa egzekucja miała miejsce w dawnym rzymskim amfiteatrze.

Kiedyś, to Rzymianie uwielbiali krwawe rozrywki, ale ten rozdział historii dawno mają za sobą. Po skłonności do patologicznej zabawy pozostały dzisiaj już tylko mniej lub lepiej zachowane ruiny – jak te w Palmirze.

Jest wiele osób, które chętnie przebywają w miejscach, gdzie czas płynie nieśpiesznie, w żółwim tempie. Ba!- są nawet tacy, którzy uważają średniowieczną cywilizację Afryki za dobrodziejstwo. Lubią klimaty w których czuje się, że czas przysnął sobie gdzieś na przydrożnym kamieniu, całe wieki temu. Zwykle  kochają  też podróże, po zakurzonych drogach, z widokami na objuczone (do granic humanitarnej przyzwoitości) osiołki, pozakrywane (do granic humanitarnej przyzwoitości) burkami kobiety i oblegane przez roje much place targowe. Za szczególne atuty pobytu na Czarnym Lądzie uznają na przykład możliwość dokonania zakupu drobiu, na przykład koguta, który jest tak świeży, że, aż żywy. Oczywiście do czasu, dokonanie przez klienta wyboru, kiedy to sprzedawca zamaszystym i jakże wprawnym ruchem ostrza pozbawi ptaka głowy. No i ogólnie, Zachodnim entuzjastom średniowiecznego folkloru w orientalnym wydaniu bardzo podoba się to, że tamtejsi ludzi bardzo lubią ze sobą współpracować ,nie wstydząc się takiej kolektywnej działalności. Owe tendencje kolektywnego spędzania czasu, z grubsza wpłynęły na pojawienie się ISIS. To znaczy na próby wpłynięcia na realizację snów, o kalifatach wypełniających każdy skrawek globu. Jak na średniowiecze zaskakująco, całkiem modernistyczne sny o potędze.

Do tej pory Aleppo, poprzez moje zainteresowanie  produkowanym tam od setek lat mydłem, kojarzyło mi się z powoli, ale  konsekwentnie obracaną (fizycznie i mentalnie) w perzynę Syrią , muzułmanami i dżihadem. Od niedawna czarna zbliżona do kwadratu flaga ISIS, z centralnie umieszczonym na niej kołem z arabskim napisem, wyeksponowana podczas egzekucji w Palmirze  kojarzy mi się z kostką mydła i wytoczonym na jednym z jej kwadratowych boków okręgiem wypełnionym zagadkową arabeską.

Kostka uformowana z roślinnych olei i sodowego ługu uzyskiwanego z morskiej soli, jest jedynym z nielicznych, cenionych przeze mnie pomysłów ludów  wymarłych wieki temu, ale teraz, po kolejnej fali terroru w Syrii i na ten kawałek obcej cywilizacji w moim współczesnym  świecie spoglądam podejrzliwie. Dlatego wyschnięta na wiór, oliwkowo – brązowa kostka od wielu tygodni spoczywa traktowana przeze mnie jako bezużyteczna  obok wanny w  łazience. Nieraz w czasie kąpieli spoglądam na nią i zastanawiam się, czy używając jej mogę czuć się bezpiecznie? Myślę wtedy zwykle o tysiącach ludzi zamordowanych w Syrii, o kobietach, którym ścięto głowy, bo padły oskarżenia o czary. Myślę o zabójczej  kombinacji jaką stanowi połączenie średniowiecznej mentalności z dostępem do zdobyczy  wypracowanych przez cywilizację Zachodu. Myślę o filmie „Niewinnść Muzułmanów”, który jeszcze trzy lata temu wywołał burzę protestów, a jego twórcę posądzono, jak kiedyś Orianę Fallaci o antyislamskie fobie.

Myślę też o uchodźcach z Syrii, których Polska jest zmuszona przyjąć w ramach zaleceń unijnych. Piszę „zmuszona” gdyż większość Polaków jest takim praktykom przeciwna i za nic ma polityczną poprawność, którą społeczności Zachodu szczepione są od lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Zaznacza się ten lekceważący wszelką poprawność trend  na internetowych forach. Tam  większość  Polaków,  takie zalecenia komentuje  uroczo w stylu Ferdka Kiepskiego :”srutututu majtki z drutu, sratytaty gacie w kraty”. Tak przynajmniej ja pobieżnie, bez wdawania się w wyszukane analizy psychologiczno - społeczne odczytuję sens  tychże wypowiedzi.

Koronnym argumentem mającym na celu uzyskanie aprobaty od polskiego społeczeństwa na sprowadzanie wszelkich uchodźców, ma być ten, że są to chrześcijanie, prześladowani przez muzułmanów. Jest  sporo przesiąkniętych na wskroś polityczną poprawnością (?)Fundacji, które próbują zmienić postanowienia, preferujące uchodźców  chrześcijan. Domagają się one, aby przyjmować wszystkich jak leci, a hasłem ich jest zapamiętane zapewne z lekcji katechezy i odkurzone na tę okoliczność urabiania bogobojnej części opinii społecznej  biblijne wezwanie :”miłujcie nieprzyjaciół”. Bezcenne. Doprawdy. A kto zagwarantuje, że syryjscy „chrześcijanie”, po jakimś czasie nie ulotnią się na dżihad?

 

 Ciekawe, czy byśmy jako cywilizacja doszli do demokracji, wolnych wyborów, Ery Internetu, a nawet do poprawności politycznej , gdyby  miłościwie nam panujący król Jan III Sobieski swych nieprzyjaciół miłował z janczarami włącznie. Otóż, gdyby nie imć Sobieski zwany Lwem Lehistanu, nie doczekalibyśmy się nawet „ery biskupów”, ani ich płomiennych wezwań do czynienia miłosierdzia względem wszystkich bez wyjątku uchodźców.

Być może mój lekki atak ksenofobii usprawiedliwia lektura rozmowy Beaty Dżon- Ozimek z dr Karoliną Rak, pod tytułem :Żołnierze Zbrojnego Dżihadu. Szósty filar islamu, czyli kogo werbują terroryści. Arabistka, doktor Rak, zwraca uwagę między innymi na  dwa pojęcia: „takija” i „cleanskins”. To pierwsze wywodzące się ze środowisk szyitów oznacza pewien rodzaj usprawiedliwionego religijnie kłamstwa, a będącego  techniką ukrywania pochodzenia i wiary w celu przetrwania. Oznacza to, że zewnętrznie można wyrzec się swojej wiary o ile wewnętrznie będzie nadal kultywowana. Drugi termin(dosłownie – czyste skóry) stosuje się wobec tych obywateli, którzy mają czyste kartoteki. Są to zwykle konwertyci i osoby  nie wywodzące się z rodzin muzułmańskich.

Prawdziwość mydła z Aleppo sprawdza się prostym testem, wrzucając je do wody. Unosi się wówczas na jej powierzchni. To proste, ale równie proste nie jest i nie będzie sprawdzenie „prawdziwości” uchodźców syryjskich. Na szczęście dla nich, cywilizacyjnie odjechaliśmy od ich rzeczywistości, na tyle daleko, że sprawdzanie wiarygodności w rodzaju –„ pławienie czarownic” znamy jedynie z zapisów odległych przodków, a nie z serwisów prasowych, czy filmików na YouTube.

Zatem odrzucając całą tę poprawność polityczną, szczerze rzec muszę, że przynajmniej w swoim domu nie chcę  żadnych muzułmanów, islamistów, ani uchodźców o niesprawdzonej dostatecznie tożsamości z prostej przyczyny – abym się potem nie musiała zastanawiać gdzie skryli ładunek ( nie mydło mam na myśli) o zaskakującym składzie chemicznym, bo z imć Zabłockim mentalnie i intelektualnie niewiele mam wspólnego, żeby  nie rzec nic. Raczej identyfikuję się z Kiepskimi, dlatego podsumuję klasykiem :”Dosyć tego. Natychmiast opuścić ten Dom!”.